Call Of Duty to seria która młodszym graczom kojarzy się z nowoczesnymi, niezbyt realistycznymi „symulatorami” współczesnego pola walki. Do złudzenia przypomina głównego konkurenta – serię Battlefield. Kolejne gry z serii CoD prawie niczym się od siebie nie różnią. To jednak ma się zmienić – kolejna gra wraca do korzeni.


Akcja pierwszego Call Of Duty działa się na drugiej wojnie światowej. Z thompsonem czy garandem w rękach biegaliśmy po zniszczonej wojną europie i strzelaliśmy do Niemców, a oni strzelali do nas. Gra była bardzo dobrze przyjęta, głównie za sprawą fajnej kampanii i świetnego przygotowania technicznego. Największym konkurentem był wtedy Medal Of Honor, a seria Battlefield miała przyjść nieco później, ale za to z całkiem innym trybem rozgrywki, niż CoD i MoH. W drugiej dekadzie XXI wieku wszystkie te tytuły zdały się zlać w nierozróżnialną całość. Jaki będzie nowy CoD WWII? Wiemy niewiele. Prawie na pewno przyjdzie nam kierować losami żołnierza z oddziału Big Red One (polecamy film „Wielka Czerwona Jedynka”). Wylądujemy w Normandii, choć wcale nie jest wykluczone, że wcześniej będą miały miejsce misje w Afryce Północnej. Jak będzie wyglądało uzbrojenie? Raczej nie powinno mieć miejsce tak gargantuiczne przekłamanie historyczne jak w przypadku Battlefield One, gdzie mamy do czynienia z niesamowitą nadreprezentacją broni automatycznej i maszynowej. Arsenał z drugiej wojny światowej chyba ciągle nadaje się do użytku przez współczesnego, cierpiącego na zaawansowane ADHD gracza. Grafika? Na screenach wygląda… Zwykle. Pewnie znowu otrzymamy grę, wymagającą karty graficznej za 2000 złotych, a posiadającą niewiele lepszą grafikę, niż gry z 2010 roku. Ale to żadna nowość.

 

Hurtownia opakowań – link do e-hurtownia-opakowan.pl