Wyobrażacie sobie sytuację, w której dajmy na to Volkswagen albo Toyota wypuszczają na rynek cale serie wadliwych samochodów, sprzedają się po ogromnej kampanii reklamowej, która obejmuje telewizję i youtube, po czym szybko okazuje się, że owe samochody są wadliwe? I nikt nie otrzymuje zwrotu pieniędzy? Tak teraz wygląda rynek gier komputerowych, a kolejnym tego przykładem jest najnowsza odsłona serii Mass Effect o podtytule Andromeda.

madromeda314


Andromeda to najbliższa nam galaktyka, która znajduje się dwa miliardy lat świetlnych od mającej sto tysięcy lat świetlnych Drogi Mlecznej.  Najnowszy Mass Effect Mozę nie odstaje aż tak od trylogii z której się wywodzi, a która zapisała się złotymi zgłoskami w histori gamingu. Nie zmienia to faktu, że coś w tym wszystkim mocno nie gra – questy nie są już tak powalające jak kiedyś, w grze istnieje niemało błędów i problemów z balansem, a do tego wszystkiego animacja postaci  to po prostu kpina. Mało tego, niektóre z nich wyglądają nawet i bez animacji, jakby były wyciągnięte z gry dla dzieci. Może ludzie przyszłości mają inne proporcje ciała? Kto wie. Pewnym natomiast jest to, że wydano na rynek produkt niekompletny, w horrendalnej cenie.  I to nie po raz pierwszy. Obecnie, gracze mogą liczyć na patcha 1.05, który chociaż częściowo ma poprawić żenującą animację twarzy, a także poradzić na pozostałe problemy natury technicznej i gameplayowej. To, co zrobiło Electronic Arts w Mass Effect nie jest odosobnionym przypadkiem, ale standardową praktyką wśród tytułów z „najwyższej półki”. Pojawia się zatem pytanie – jak temu przeciwdziałać, skoro rzesze nakręconych reklamami i wrzeszczącymi youtuberami dzieci i tak kupią wadliwy produkt?

 

pudełka kartonowe