O tym, że filmów używa się do propagandy, nie trzeba mówić – praktycznie po to powstały przemysły filmowe większości krajów. Gry komputerowe do niedawna zdawały się być wolne od tego typu problemów. Jednak wszystko wskazuje na to, że może się to zmienić i to o ironio – za sprawą filmów.

bitwofront417


Gwiezdne Wojny to marka której nie trzeba nikomu przedstawiać. Opowiada ona historię walki dobra ze złem, republiki i późniejszej rebelii ze złowrogim imperium. Ograniczając się do filmów, otrzymamy łatwy czarno-biały obraz – rebelia/republika jest dobra, a imperium jest złe (jest kalka III Rzeszy). Jeżeli jednak sięgniemy do dawnego expanded universe, zwanego dziś legends sprawa nie jest już taka prosta. Jak stwierdza tam jeden z bohaterów, parafrazując „miliardy istnień żyją w imperium, najedzone, ubrane i bezpieczne, nie widząc na swoje oczy ani razu szturmowca czy myśliwca TIE”. Podobną logikę twórcy Star Wars Battlefront 2 planują ukazać w kampanii dla pojedynczego gracza – przyjdzie nam tam sterować kobietą, oficer w siłach specjalnych imperium, która to ma zniszczenie drugiej Gwiazdy Śmierci za akt terroryzmu i ludobójstwa. Sprawa już rozpala graczy do czerwoności, wyciągając na wierzch konflikt, który znany był do tej pory najbardziej zagorzałym fanom Gwiezdnych Wojen.  W Sieciu już pojawiają się zarzuty o propagowanie nazizmu, ksenofobii. To wszystko to jednak dopiero początek – o grze wiemy na razie bardzo niewiele, a już udało się jej wywołać wokół siebie szum. W takiej sytuacji pojawia się pytanie – na ile to wszystko było sprawnym zabiegiem marketingowym?

 

koperty bąbelkowe