Seria The Sims stanowi bardzo ciekawy przykład gry komputerowej, w którą nikt nie wierzył. Początkowo była ona uznawana za totalną fanaberię – a obecnie jest biznesem wartym nawet setki milionów dolarów. Trudno się dziwić, skoro koszt najnowszej części ze wszystkimi dodatkami przekracza 1000 złotych – klapaucius.

simysmmimy455

Simsy początkowo były uważane ze totalną klapę – i to nawet dosłownie, bo jednym z podstawowych assetów wersji promocyjnej gry (czyli niepublicznego dema) był właśnie… Klozet. W wielkim skrócie – po licznych perturbacjach i problemach, grę wydała firma maxis. Na początku  lat dwutysięcznych szerokie hordy dzieciaków zagrywały się w pierwsze simsy, nierzadko grając na jednym komputerze i spotykając się na przykład z simami swojego rodzeństwa. Doprowadzało to czasami do realnych konfliktów – sim jednej siostry mógł uwieść simkę (albo i sima) drugiej siostry, a złośliwy brat mógł zaprosić nowe małżeństwo do swojej posesji i… Spalić je w zupełnie „przypadkowym” pożarze wywołanym przez nieobeznanego ze sztuką kulinarną sima. Gra doczekała się trzech kontynuacji i działa też na różnych platformach, posiada onlajnowe klony, które nigdy nie odniosły takiego sukcesu jak pierwowzór. Swoją drogą, oryginalne sims online okazały się spektakularną klapą – błędem na którym po dziś dzień uczą się inni deweloperzy gier komputerowych. Na chwilę obecną The Sims jest jedną z najsilniejszych marek gier single-platerowych i nie zanosi się, aby miała zawojować internet, choć wcale tego nie potrzebuje.

 

pudełka